czwartek, 19 września 2019
niedziela, 25 sierpnia 2019
Pink Floyd - Another Brick In The Wall (HQ)
Klasyk
źródło: https://www.youtube.com/watch?v=YR5ApYxkU-U&fbclid=IwAR3yinSAJrNv3GticGQGfaic-0erWR3IjO6onpZRUuqkFQdmKlcMWSnDSso
niedziela, 18 sierpnia 2019
sobota, 20 lipca 2019
Dawki śmiertelne wódki, kawy i wody - Facet
Dawki śmiertelne wódki, kawy i wody - Facet
Za wzór do wyliczenia śmiertelnych dawek wody, kawy i wódki posłużył algorytm o nazwie LD50. Stosowano go w odniesieniu do zwierząt, na których przeprowadzano testy, ale zostało zaadoptowane do warunków ludzkiego organizmu. LD50 określa dawkę środków chemicznych, która w określonym czasie powoduje śmierć 50 proc. zakażonej populacji. Średnią śmiertelną dawkę oblicza się za pomocą zależności: waga szkodliwej substancji w miligramach / masa ciała w kilogramach.
Czy można przedawkować wodę? Można. Podobnie jak alkohol i kawę. Te napoje wypite w konkretnych ilościach "na raz" mogą zabić dorosłego człowieka. Naukowcy obliczyli te wartości.
REKLAMA
Z przykładowych wyliczeń dla człowieka o wadze 75 kilogramów wynika, że może go zabić sześć litrów wypitej wody, 118 filiżanek kawy (po 240 ml) lub 175 filiżanek espresso oraz 13 45-mililitrowych kieliszków wódki o mocy 40 proc..
Należy pamiętać, że są to wartości zbliżone i że wszystko zależy od predyspozycji indywidualnych. Połowa populacji przetrwa podane wartości. Niektórych może zabić znacznie mniej niż podaje zestawienie.
Tryb samolotowy. Dlaczego trzeba wyłączać smartfon w samolocie?
Tryb samolotowy. Dlaczego trzeba wyłączać smartfon w samolocie?
Wadliwe liczniki zidentyfikowano m.in. w samolotach linii lotniczych Ryanair. Operatorzy B737 i B777 dostali pięć lat na ich usunięcie lub naprawę, co - według FAA - oznacza, że opisywane ryzyko jest znikome
Setki samolotów Boeinga typu B737 i B777 do dziś latają z wadą, która umożliwia smartfonom pasażerów zakłócenie działania systemów pokładowych. Sprawa wyszła na jaw w 2014 roku, a linie lotnicze dostały pięć lat na usunięcie wady. Termin mija w listopadzie 2019 r.
Chodzi o urządzenia firmy Honeywell, podatne na zakłócenia sygnałem Wi-Fi, komunikacją smartfona i częstotliwościami radiowymi używanymi m.in. w radarach pogodowych. Federalna Administracja Lotnictwa w 2014 r. ogłosiła, że zakłocenia te mogą wpłynąć na krytyczne dla lotu dane i "skutkować straceniem panowania nad samolotem na wysokości, gdzie niemożliwy jest manewr ratunkowy". Zniknąć mogą bowiem takie informacje jak prędkość samolotu, wysokość lotu, dane nawigacyjne.
Zarówno linie lotnicze jak i Honeywell twierdziły, że wada ma małe szanse na zagrożenie bezpieczeństwu lotu, jednak według FAA liczniki zawiodły podczas przeprowadzanych testów.
Problem w samolotach Boeinga znany od 2014 roku
Agencja Bloomberga poinformowała, że choć sprawa znana jest od 2014 r., to wciąż setki samolotów Boeing 737 i 777 wykorzystują te potencjalnie niebezpieczne systemy. Na przestrzeni ostatnich trzech lat piloci tych maszyn zgłosili ponad 12 przypadków zniknięcia ważnych danych z zegarów w kokpicie.
Wadliwe komponenty usunęły już Delta Airlines i Southwest Airlines, a proces ten dobiega końca w American Airlines i United Airlines.
W 2014 r. Ryanair informował, że zidentyfikował 707 dotkniętych opisywaną wadą liczników, a ich wymiana "nakłada na operatorów wysokie i niepotrzebne obciążenie finansowe". Rzeczniczka firmy w tym tygodniu zaznaczyła, że Ryanair nie wymienił wszystkich liczników, ale przeprowadził własne testy i zaktualizował te, gdzie zaobserwowano wady.
Rzeczniczka Honeywell Nina Krauss utrzymuje, że spółka nie słyszała o przypadkach usunięcia danych z liczników przez zakłócenia z telefonów czy częstotliwości radiowych podczas lotu jednostki. Przedsiębiorstwo zanotowało tylko jeden przypadek utraty danych ze wszystkich sześciu zegarów w Boeingu 737, lecz źródłem problemów był błąd w oprogramowaniu, który został już usunięty. Krauss wskazała, że nawet w przypadku utraty danych w samolotach istnieją systemy awaryjne zapewniające te same dane.
Boeing przyznał, że odkrył problem podczas wewnętrznego testu laboratoryjnego w 2012 r., lecz nie był w stanie zreplikować problemu w testach innych samolotów.
Etykiety:
Boeinig 737 i 777,
telefon komórkowy,
urządzenia firmy Honeywell,
zakaz używania telefonów komórkowych
Lokalizacja: Polska
Milionowa, 90-001 Łódź, Polska
niedziela, 23 czerwca 2019
Kamera w samochodzie. Ograniczenia w krajach Unii Europejskiej | Moto

Kamery samochodowe cieszą się coraz większą popularnością wśród kierowców. Dzięki nim można zarejestrować przebieg ewentualnego wypadku, chronią też przed wyłudzeniami ze strony innych kierowców. Jednak nie wszędzie w Europie można ich używać bez ograniczeń, w niektórych krajach za samo posiadanie tego urządzenia grożą wysokie grzywny.
W Unii Europejskiej nie obowiązują jednolite przepisy dotyczące używania kamerek w samochodach. Wyjeżdżając w tym roku na wakacje za granicę pamiętajmy, że każdy kraj inaczej podchodzi do obecności kamerek w samochodzie. Korzystanie z nich bez żadnych ograniczeń dozwolone jest m.in. w Bośni i Hercegowinie, Danii, we Włoszech, na Malcie, w Holandii, Serbii, Hiszpanii i Szwecji.
Lista ograniczeń
W Austrii obowiązuje całkowity zakaz używania wideorejestratorów. Co więcej, już samo jego posiadanie jest nielegalne. Za złamanie tego przepisu grozi grzywna w wysokości nawet 10 tys. euro (około 43 tys. zł). Za recydywę kara wzrasta do 25 tys. euro.
Używanie kamerek samochodowych jest nielegalne również w Luksemburgu chociaż w przeciwieństwie do Austrii można je posiadać. Materiał z wideorejestratora nie jest dopuszczony jako dowód w sądzie nawet jeżeli nagranie dowodzi o winie kierowcy lub jej braku.
W Niemczech nagrań z kamery nie można umieszczać w mediach społecznościowych chyba, że twarze i tablice rejestracyjne są zasłonięte. Materiał może być zakwalifikowany jako dowód w sądzie. Wideorejestrator musi być tak zamocowany, aby nie zasłaniał widoku.
We Francji, podobnie jak w Niemczech, można używać wideorejestratora pod warunkiem, że nie zasłania on widoku na drogę. Nagrań nie można umieszczać w internecie, można je wykorzystywać wyłącznie do celów prywatnych.
W Belgii można zarówno posiadać jak i używać kamerę, ale tylko do prywatnych celów. Kierowca biorący udział w wypadu może użyć nagrania jako dowodu w sprawie, ale pod warunkiem poinformowania o tym fakcie wszystkich pozostałych uczestników zdarzenia.
W Norwegii obowiązuje zakaz instalowania urządzenia w zasięgu wzroku kierowcy.
Bardzo restrykcyjnie do sprawy podchodzą w Portugalii. Nielegalne jest zarówno posiadanie jak i używanie kamerki.
W Wielkiej Brytanii kamery są legalne. Nie mogą jednak zasłaniać kierowcy widoku. Nagranie może być wykorzystanie jako dowód w sądzie. Jeżeli kamera jest zamontowana nieprawidłowo, kierowcy grozi grzywna, a nagranie nie może posłużyć jak dowód.
Chociaż w Szwajcarii używanie kamery jest legalne to istnieje bardzo wiele ograniczeń, które sprawiają, że stają się one praktycznie bezużyteczne. Nie wolno używać ich do celów rozrywkowych oraz dokumentowania podróży. Inni kierowcy muszą być świadomi tego, że są nagrywani. Surowe przepisy dotyczące ochrony danych sprawiają, że nie można rejestrować osób, miejsc oraz innych samochodów, które nie mają związku z ewentualnym wypadkiem.
Na Słowacji kamera nie może w żaden sposób ograniczać kierowcy widoku. Nagranie może być też wykorzystane w sądzie jako dowód.
Na Węgrzech materiał pochodzące z kamerek samochodowych należy usunąć najpóźniej pięć dni roboczych od nagrania. Możemy je opublikować tylko wtedy, gdy ukryjemy wszelkie dane umożliwiające identyfikację nagrywanego, np. twarz czy numer tablicy rejestracyjnej.
Kamera w samochodzie. Ograniczenia w krajach Unii Europejskiej | Moto
wtorek, 14 maja 2019
ASP w Gdańsku sprzeciwia się abp Głódź. Chodzi o pedofilię w Kościele | naTemat.pl

Po kontrowersyjnych słowach dotyczących filmu braci Sekielskich metropolita gdański abp. Sławoj Leszek Głódź nie jest mile widziany na terenie Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Artyści sprzeciwili się jego zachowaniu publikując plakat z przekreśloną głową duchownego.
"Social Propaganda Studio / Wydział Grafiki ASP w Gdańsku mówi NIE! zapraszaniu w mury naszej uczelni pana Głodzia po jego haniebnych wypowiedziach w związku z ujawnianiem faktów pedofilii w kościele" – napisano na profilu Pracowni Propagandy Społecznej na Facebooku, załączając do wpisu plakat z przekreśloną głową księdza. Tym samym uczelnia nie życzy sobie obecności metropolity gdańskiego podczas szkolnych uroczystości.
Akcja ASP odnosi się do słów wypowiedzianych przez abp. Głódzia na temat filmu "Tylko nie mów nikomu". – Proszę pani, wczoraj miałem inne zajęcia, nie oglądam byle czego – skomentował zapytany o to, czy oglądał dokument Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele.

Autor plakatu prof. Jacek Staniszewski nie kryje swojego oburzenia z powodu wypowiedzi duchownego. – Nie mieści mi się w głowie, że metropolita gdański nie komentuje udowodnionych, haniebnych czynów księży, a do tego jeszcze wypowiada takie słowa na temat filmu braci Sekielskich. Sam jest negatywnym bohaterem "Tylko nie mów nikomu" - kryje księży pedofilów, a do tego celebruje msze święte w ich intencji – powiedział profesor ASP.
Jego zdaniem, pojawienie się arcybiskupa w uczelni na inauguracji roku akademickiego byłoby "co najmniej niestosowne". Dodatkowo na facebookowej stronie dodano w oddzielnym poście także graficzne hasło: "Jeśli masz do dzieci chuć, wesprze cię w tym biskup Głódź".
ASP jest uczelnią humanistyczną, a abp Sławoj Leszek Głódź jest zaprzeczeniem tych wartości. Nie reprezentuję całej uczelni, tylko siebie i część wykładowczyń i wykładowców, którzy nie chcą, żeby arcybiskup był zapraszany na uroczystości ASP. Nie musimy uzgadniać naszych poglądów z władzami uczelni, wpisujemy się w zbiorowe oburzenie – dodał prof. Staniszewski. Plakat z przekreśloną głową abp Głódzia zobaczyło już 24 tys. użytkowników Facebooka.
ASP w Gdańsku sprzeciwia się abp Głódź. Chodzi o pedofilię w Kościele | naTemat.pl
źródło: https://natemat.pl/272747,asp-w-gdansku-sprzeciwia-sie-abp-glodz-chodzi-o-pedofilie-w-kosciele?_ga=2.176502566.2014948322.1557750021-2089260098.1514035964&fbclid=IwAR1JMNY9IGVik_YTdnVl1nmNrpofZwnRamYuYp0tvEKFDLvqNyVbpVsmA5k
środa, 1 maja 2019
Dobre Nastawienie: Codziennie widział smutną kobietę przechodzącą prz...
Dobre Nastawienie: Codziennie widział smutną kobietę przechodzącą prz...: Richard Newberry z USA jest właścicielem warsztatu samochodowego. Pewnego dnia zauważył przechodzącą smutną kobietę. Widział ją co...
czwartek, 11 kwietnia 2019
Windows XP definitywnie uśmiercony. Microsoft udostępnił ostatnie aktualizacje
To już koniec wsparcia dla kultowego Windows XP. Co prawda kliencka wersja systemu została uśmiercona już kilka lat temu, ale Microsoft cały czas zapewniał wsparcie dla Windows Embedded 2009 POS Ready. Również i to oprogramowanie pogrzebano, zatem możemy mówić o definitywnej śmierci uwielbianego systemu.
Windows XP w wersji klienckiej został uśmiercony w kwietniu 2014 roku. Wtedy Microsoft wstrzymał udostępniane aktualizacji i co prawda, można je jeszcze było nabyć, ale już odpłatnie. W tym tygodniu ta wersja okienek doczekała się definitywnego końca.
Windows Embedded 2009 POSReady to specjalna wersja systemu bazująca na 2600.xpclient, a więc tak naprawdę na Windows XP. Microsoft do tej pory jeszcze ją wspierał, ale w tym tygodniu wsparcie zakończono. Poprzez wydanie ostatnich aktualizacji. Kolejnych już nie będzie.
Obecnie Microsoft przymierza się do zakończenia wsparcia dla innej edycji okienek. Mowa o Windows 7, który zostanie pogrzebany w styczniu 2020 roku. Jednak sugeruje się, że nie będzie to prosta sprawa, bo obecnie pod kontrolą oprogramowania pracuje jeszcze kilkaset milionów komputerów na całym świecie i jego udział ciągle jest jeszcze bardzo duży.
eśli wy też pracujecie na przestarzałej wersji okienek i dopiero jesteście na etapie planowania przesiadki na Windows 10, to pamiętajcie, że system w sklepach znajdziecie w dwóch wersjach. Z aktualnymi ofertami zapoznacie się poniżej.
- Zobacz aktualne oferty Windows 10 Home
- Zobacz aktualne oferty Windows 10 Pro
- źródło: https://www.komputerswiat.pl/aktualnosci/programy/windows-xp-definitywnie-usmiercony-microsoft-udostepnil-ostatnie-aktualizacje/lmmfkb7
niedziela, 31 marca 2019
DK 7 jest najniebezpieczniejszą trasą w Polsce. Potwierdzają to kierowcy | naTemat.pl

Takie wypadki, jak ten pod Glinojeckiem, to częsty widok na DK7
– Często jeżdżę "siódemką" i za każdym razem zastanawiam się co z nią jest nie tak, bo nie chodzi tu tylko o samą drogę ale też jej magnetyzm, który przyciąga tak liczną rzeszę wariatów za kółkiem – mówi nam Mariusz, kierowca zawodowy z Olsztyna. Jego słowa potwierdzają najnowsze statystyki policyjne. Wynika z nich, że DK7 to najniebezpieczniejsza trasa w Polsce. Jest tak z wielu powodów.
Według opublikowanego niedawno raportu policji dot. wypadków drogowych w 2018 roku w statystykach ilościowych króluje droga krajowa nr 7. W ciągu ubiegłego roku doszło tu do 374 wypadków, w których zginęły 54 osoby, a 510 zostało rannych. Co gorsza liczby te wzrastają z roku na rok.
Do jednego z ostatnich wypadków w 2018 roku doszło w grudniu w miejscowości Książ Wielki w powiecie miechowskim. Na prostym odcinku drogi z nieznanych przyczyn zderzyły się dwa samochody osobowe. Dwie osoby zginęły.

Do kolejnego tragicznego wypadku doszło w Łazach pod Warszawą. Na skrzyżowaniu al. Krakowskiej (DK7) z ul. Łączności kierowca toyoty wyjeżdżając z drogi podporządkowanej zderzył się z bmw. Pasażerka bmw zginęła na miejscu.
W lipcu z kolei na "siódemce" na odcinku między Jabłonką a Chyżnem doszło do śmiertelnego wypadku z udziałem jednego samochodu. Nie wiadomo dlaczego auto z 20-latkiem za kierownicą na prostym odcinku drogi wypadło z trasy i dachowało. Kierowca zginął na miejscu. A to przecież tylko ułamek wszystkich tragicznych zdarzeń drogowych, do których doszło na tej trasie w ciągu ostatniego roku.
Do kolejnego tragicznego wypadku doszło w Łazach pod Warszawą. Na skrzyżowaniu al. Krakowskiej (DK7) z ul. Łączności kierowca toyoty wyjeżdżając z drogi podporządkowanej zderzył się z bmw. Pasażerka bmw zginęła na miejscu.
Samochody? Prędkość?
– Rzeczywiście jest niebezpieczniej – przyznaje Stefan Kot, kierowca z Warszawy. – Kiedyś jak jeździłem siódemką na południe Polski do rodziny, to nie było tylu wariatów za kółkiem, ale także nie było tylu samochodów. To ten dziki i wzmożony ruch powoduje, że statystyki policyjne nieubłaganie idą w górę. Jedno jest pewne, kto nie musi tędy jechać, powinien omijać tę trasę szerokim łukiem – mówi nam kierowca. Czy ma rację?
Owszem, liczba samochodów w 2018 roku w Polsce, w porównaniu do 2017 wzrosła o 1,6 miliona sztuk! Ale o ile taka liczba może stworzyć większy tłok na drogach, to jednak to nie liczba samochodów jest winna tylu wypadkom.
Zdaniem policji stale jako jednym z najczęstszych powodów wypadków na drogach jest niedostosowanie prędkości do warunków na drodze oraz nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu.
– Można powtarzać na każdym kroku, robić akcje edukacyjne, solić mandaty, a kierowcy i tak swoje – mówi nam zaprzyjaźniony policjant z garnizonu warmińsko-mazurskiego.
– Jak pracowałem w drogówce, nie raz zdarzało mi się wysłuchiwać tłumaczeń kierowców jacy to oni spóźnieni, że spieszą się do domu. Ale żaden z nich nie pomyśli, że przez ich zachowanie nie tylko oni mogą do tego domu nie wrócić, ale także jakiś inny biedaczyna, w którego wjadą samochodem – przyznaje policjant. A wariatów i bezmyślnych kierowców na DK 7 nie brakuje, pisaliśmy o tym niedawno na łamach naTemat.pl.
Jak mogę to unikam
– Kiedyś jechałem tutaj "blablacarem" z przedstawicielem handlowym – opowiadał nam Karol, student. – Ja rozumiem, że wyprzedza się inne pojazdy. Czasami może zdarzyć się sytuacja "na trzeciego", ale kurde, żeby wyprzedzać wyprzedzający samochód?! Przecież to wypadek gotowy, śmierć na miejscu, a on wyprzedzał tak chyba ze trzy razy! – mówił.
Podobne wrażenia z jazdy miał Witek, 34-letni kierowca w firmie transportowej. – Nie wiem od czego zacząć, bo aż tyle tego jest. Jeżdżę tędy praktycznie cztery razy w tygodniu i nigdy nie było tak, żebym nie bał się o swoje życie, widząc jak jeżdżą inni kierowcy. Pal licho prędkość, ale wyprzedzać na tak wąskiej drodze i to na trzeciego? – opowiadał naTemat Witek.
Nasi rozmówcy zwracali uwagę na to, że problem "siódemki" może tkwić w jej przekroju, bo jednak jest bądź, co bądź w większości wąską trasą. Ale to się już zmienia, bo jej północna część, głównie w województwie pomorskim i warmińsko-mazurskim to już droga szybkiego ruchu S7 z dwoma pasami w każdą stronę, zjazdami i obwodnicami większych miast.
Powodem tak dużej ilości wypadków mogą być za to nadal dość przeciętne umiejętności kierowców, którzy nie umieją poruszać się po ruchliwych drogach. W sytuacjach stresowych to brawura zastępuje u nich rozsądek, a potem tragiczne skutki takiego działania widać w mediach i policyjnych archiwach.
– Tu się musi zmienić mentalność i kultura jazdy. Dlaczego w bardziej ludnych i bogatszych państwach jest mniej tragicznych wypadków? Bo tam ludzie szanują swoje życie, a jak jadą szybko, to nie stwarzają zagrożenia dla innych i robią to na drogach do tego przeznaczonych. Być może za kilka lat, kiedy doczekamy się lepszej infrastruktury i lepszych kierowców, będzie mniej wypadków... – zastanawia się policjant.
***
Droga krajowa nr 7 to droga krajowa klasy S oraz klasy GP, czyli bezpłatna, prowadząca z Żukowa k. Gdańska przez Warszawę do granicy ze Słowacją w Chyżnem. Łacznie ma 776 km. Jest ona częścią międzynarodowej drogi europejskiej E77 prowadzącą dalej przez Słowację do stolicy Węgier, Budapesztu.
Zdaniem policji stale jako jednym z najczęstszych powodów wypadków na drogach jest niedostosowanie prędkości do warunków na drodze oraz nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu.
– Można powtarzać na każdym kroku, robić akcje edukacyjne, solić mandaty, a kierowcy i tak swoje – mówi nam zaprzyjaźniony policjant z garnizonu warmińsko-mazurskiego.
– Jak pracowałem w drogówce, nie raz zdarzało mi się wysłuchiwać tłumaczeń kierowców jacy to oni spóźnieni, że spieszą się do domu. Ale żaden z nich nie pomyśli, że przez ich zachowanie nie tylko oni mogą do tego domu nie wrócić, ale także jakiś inny biedaczyna, w którego wjadą samochodem – przyznaje policjant. A wariatów i bezmyślnych kierowców na DK 7 nie brakuje, pisaliśmy o tym niedawno na łamach naTemat.pl.
Jak mogę to unikam
– Kiedyś jechałem tutaj "blablacarem" z przedstawicielem handlowym – opowiadał nam Karol, student. – Ja rozumiem, że wyprzedza się inne pojazdy. Czasami może zdarzyć się sytuacja "na trzeciego", ale kurde, żeby wyprzedzać wyprzedzający samochód?! Przecież to wypadek gotowy, śmierć na miejscu, a on wyprzedzał tak chyba ze trzy razy! – mówił.
Podobne wrażenia z jazdy miał Witek, 34-letni kierowca w firmie transportowej. – Nie wiem od czego zacząć, bo aż tyle tego jest. Jeżdżę tędy praktycznie cztery razy w tygodniu i nigdy nie było tak, żebym nie bał się o swoje życie, widząc jak jeżdżą inni kierowcy. Pal licho prędkość, ale wyprzedzać na tak wąskiej drodze i to na trzeciego? – opowiadał naTemat Witek.
Nasi rozmówcy zwracali uwagę na to, że problem "siódemki" może tkwić w jej przekroju, bo jednak jest bądź, co bądź w większości wąską trasą. Ale to się już zmienia, bo jej północna część, głównie w województwie pomorskim i warmińsko-mazurskim to już droga szybkiego ruchu S7 z dwoma pasami w każdą stronę, zjazdami i obwodnicami większych miast.
Powodem tak dużej ilości wypadków mogą być za to nadal dość przeciętne umiejętności kierowców, którzy nie umieją poruszać się po ruchliwych drogach. W sytuacjach stresowych to brawura zastępuje u nich rozsądek, a potem tragiczne skutki takiego działania widać w mediach i policyjnych archiwach.
– Tu się musi zmienić mentalność i kultura jazdy. Dlaczego w bardziej ludnych i bogatszych państwach jest mniej tragicznych wypadków? Bo tam ludzie szanują swoje życie, a jak jadą szybko, to nie stwarzają zagrożenia dla innych i robią to na drogach do tego przeznaczonych. Być może za kilka lat, kiedy doczekamy się lepszej infrastruktury i lepszych kierowców, będzie mniej wypadków... – zastanawia się policjant.
***
Droga krajowa nr 7 to droga krajowa klasy S oraz klasy GP, czyli bezpłatna, prowadząca z Żukowa k. Gdańska przez Warszawę do granicy ze Słowacją w Chyżnem. Łacznie ma 776 km. Jest ona częścią międzynarodowej drogi europejskiej E77 prowadzącą dalej przez Słowację do stolicy Węgier, Budapesztu.
Fragment z Krakowa do Rabki jest także częścią trasy tzw. Zakopianki, czyli najczęściej uczęszczanej przez turystów drogi w Tatry. Trasa przebiega przez pięć województw: pomorskie, warmińsko-mazurskie, mazowieckie, świętokrzyskie i małopolskie.
DK 7 jest najniebezpieczniejszą trasą w Polsce. Potwierdzają to kierowcy | naTemat.pl
źródło: https://natemat.pl/268123,dk-7-jest-najniebezpieczniejsza-trasa-w-polsce-potwierdzaja-to-kierowcy
środa, 27 marca 2019
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Kartka z kalendarza na 20.05.2022
140 dzień roku 20 tydzień roku 2022 Maj 19 maja 2022 21 maja 2022 20 Piątek Imieniny dzisiaj obchodzą: Bernardyn , Kolumba oraz ...
-
T o on był autorem największych hitów zespołu Bajm – choćby takich jak "Józek, nie daruję ci tej nocy" czy "Nie ma wody na...
-
Nie żyje Grzegorz Stelmaszewski. Policja znalazła ciało aktora Stelmaszewski swój debiut miał w filmie "Edi" Piotra Trz...

